środa, 4 marca 2015

Kożuch


Winter - The Rolling Stones

Zima już raczej nas opuszcza, no i powiedzmy sobie szczerze - spektakularna zbytnio nie była, przynajmniej w centrum kraju. Ale warto z tej okazji powiedzieć sobie o mądrej taktyce zakupowej. Często opłaca się kupować rzeczy w końcówce sezonu, albo nawet długo po jego zakończeniu. I choć wszystkie modowe media rozpisują się o płaszczach zimowych w listopadzie i w grudniu, co jest jak najbardziej zrozumiałe, to uważam, że teraz też jest na to odpowiedni moment. Ekscytujemy się już wprawdzie wiosennymi nowościami i trendami, ale przez chwilę warto przerwać fantazjowanie o słońcu i kwiatkach na rzecz pomyślenia o kolejnej zimie. Może w końcu taka prawdziwa nadejdzie, a wtedy bez odpowiedniego wyposażenia ani rusz!


W tym miejscu na arenę wkracza kożuch. Też Wam się kojarzy z kiczem, latami 80./90., babciami na cmentarzach, ewentualnie ekstrawaganckim zakupem mamy, który lata przeleżał w szafie? No właśnie, myślałam dokładnie tak samo. Ale spójrzmy jak moda się od tamtych czasów rozwinęła. Kożuch nie musi już być w przypominającym namiot fasonie albo z tandetnym, krzykliwym futerkiem. A właściwości kożucha są po prostu cudowne...


Ja strasznie marznę, na prawdę strasznie! No chyba, że założę to brązowe cudo, to przetrwam najgorsze mrozy. Naturalna skóra jest jednak - póki co - niezastąpionym materiałem. Doskonale grzeje, świetnie "oddycha", a dobrze wyprawiona jest miękka i pięknie się układa. Warto zatem trochę poszperać poza sezonem. Swój kożuch kupiłam w środku lata od lokalnego producenta z Konstantynowa Łódzkiego. Jorfa to firma działająca od 1988 roku, specjalizująca się w produkcji odzieży ze skóry owczej i jagnięcej. Zdecydowanie polecam szukanie takich rzeczy właśnie u mniejszych producentów. Raz, że jakość jest nieporównywalnie lepsza od masowej produkcji, a dwa, że przy okazji wspieramy lokalną gospodarkę. Jest pięknie i nie marzniemy ;)


kożuch: Jorfa / botki: Ecco / spodnie i okulary: H&M / torebka: Parfois

poniedziałek, 23 lutego 2015

Clothes OFF


OFF Piotrkowska to fantastyczne miejsce pod wieloma względami. Ma niepowtarzalny klimat, bogactwo produktów i smaków niespotykanych nigdzie indziej. Hipsterskie czy nie, ani mnie to ziębi, ani grzeje, ważne, że dobrze się tam czuję. A dlaczego? Bo znajduję tam to, czego mi trzeba! O świetnej inicjatywie EkoTargu nie będę się tu rozpisywać, bo w tej chwili najbardziej interesuję mnie modowa strona OFFa.


Targi Clothes OFF to zgromadzone w Galerii OFF Piotrkowska dzieła rąk zdolnych łodzian i łodzianek, podane nam w jednym miejscu, w przesympatycznej atmosferze. 14 lutego miała miejsce już druga edycja tego wydarzenia, na którą to z przyjemnością się wybrałam. Choć powierzchnia targów nie jest wielka, to pomieściła naprawdę sporo stoisk wypełnionych samym dobrem...

Oczywiście nie wyszłam stamtąd z pustymi rękami. Targ obfitował w produkty wysokiej jakości o naprawdę niskich cenach, w różnej stylistyce, ale przede wszystkim oryginalne i niepowtarzalne. Ale takie miejsce przede wszystkim tworzą ludzie. Ludzie po obu stronach "lady". I to jest cała magia takich zakupów. Możemy pójść do zatłoczonego centrum handlowego, gdzie sprzedawca, nawet najmilszy, zawsze będzie ograniczony wiszącymi nad nim normami, kontrolami itp., o ile w ogóle będzie miał czas na rozmowę pomiędzy jednym a drugim klientem w kolejce do kasy albo porządkując sterty ubrań na stołach czy sterczące z przeglądarek wieszaki (swoją drogą nie trzeba tak mocno wszystkiego rozwalać żeby coś znaleźć, ale kultura klienta to już zupełnie inna historia...). Tutaj natomiast nawiązują się prawdziwe relacje. Wówczas kupiony przedmiot zyskuje dodatkową, bezcenną wartość, a sprzedawca, który "nadaje" na Twoich falach z wielką przyjemnością daje Ci jeszcze coś od siebie. A Ty z radością zostajesz stałym klientem. I tak właśnie powinno to wyglądać.


Pani Beata zasłużyła sobie na odrębny post. Tymczasem jednak polecam jej dzieła i zapraszam na stronę.


Tutaj zakupiłam niepowtarzalną spódnicę wyprodukowaną w Łodzi. Polecam Cocomero.

 
Mydlane wypieki zapewniały odrobinę przyjemności dla zmysłów.

Sama inicjatywa jest fantastyczna i mam nadzieję, że stanie się to wydarzeniem cyklicznym. Takie coś daje nam dostęp do źródeł, do których sami często nie dotrzemy. Czasem też nie lubimy kupować przez Internet, bo potrzebujemy najpierw coś dotknąć, zobaczyć na własne oczy i przymierzyć. I to właśnie staje się możliwe dzięki inicjatywie Kasi Chojnackiej i Marii Marcinkowskiej - twórczyń marki Reinkreacja. Serdecznie za to im dziękuję i wierzę, że to dopiero początek i zarówno ich działalność jako projektantek jak i promotorek regionalnej mody będzie kwitnąć.


Da się zauważyć, że powoli mamy dość centrów handlowych.Od kilku lat wyraźnie poszukujemy odmiany w formie zakupów i to dzięki temu rozwinęły się rozmaite sklepy internetowe. Teraz, jako konsumenci, idziemy dalej, a właściwie wracamy do tego, co było kiedyś na porządku dziennym: targowiska, rynki, małe sklepy i bezpośrednie relacje z producentem. Siłą rozpędu centra handlowe jeszcze długo będą funkcjonować na wysokich obrotach, ale nie wróżę im świetlanej przyszłości. Jeśli nie będą oferowały czegoś wyjątkowego, czegoś co zdecydowanie odróżni je od innych, w końcu stracą nasze zainteresowanie. Świat się zmienia na naszych oczach.

OFF ma jeszcze dużo do zaoferowania jeśli chodzi o modę, ale o tym innym razem. Tymczasem jeśli zainteresowała Was idea Clothes OFF to zapraszam na inną imprezę. Już 21 marca odbędą się targi Towary w Art Inkubatorze. Wiecej info na www.towary-targi.pl oraz na facebooku.


<3

czwartek, 5 lutego 2015

Ski Style


Maanam - Raz Dwa Raz Dwa

Ferie zimowe! Któż z nas będąc uczniem ich nie wyczekiwał i nie powtarzał sobie po świętach "to teraz byle do ferii..." ;) Dla mnie w latach szkolnych ferie oznaczały jedno - narty! W tym roku, po 5 latach przerwy, w końcu wskoczyłam w ciężkie buty i zapięłam narty - cóż to była za radość! Jak wiadomo, na stok nie można wyjść w byle czym, tzn. można, ale istnieje ryzyko przemarznięcia, przemoczenia i niewygody...


W latach 90. moda narciarska miała swój specyficzny klimat. Jako dziecku z Polski świeciły mi się oczy na widok bajeranckich, jaskrawych kombinezonów Austriaków, przemodnych wówczas czapek z włosami (nie wiem, czy one mają jakąś nazwę, ale są kolorowe i sterczące :p), wymalowanych Rosjanek, albo po prostu niedostępnego u nas markowego sprzętu. To był niezapomniany czas, a ja w tym wszystkim znajdowałam się w oldschoolowych ubraniach i akcesoriach po starszej siostrze, każdym z innej bajki. To był istny kolaż ale wtedy się tym nie przejmowałam. Teraz to pewne - lubię dobrze wyglądać, bo dobrze się wtedy czuję, ale jeśli chodzi o sport na pierwszym miejscu jest komfort. Nie znaczy to jednak, że wygodne = brzydkie, o nie nie nie! Za dużo ludzi tak się tłumaczy jak chodzi w beznadziejnie dobranych ubraniach. Dobre ubranie jest i ładne i wygodne, koniec i kropka. Ale wracając do tematu...


Ponieważ dawno nie jeździłam szafa wymagała małego update. I tutaj pojawiło się pole do eksperymentu. Warunki atmosferyczne mogły mnie przez tydzień spotkać różne, więc musiałam być dobrze przygotowana. Moja narciarska garderoba składała się więc z pewniaków, sprawdzonych lata temu w różnych warunkach, produkcji raczej znanych marek, a drugą część garderoby stanowiły ubrania marki Crivit, dostępne w Lidlu. Lubię stawiać na rzeczy dobre jakościowo, cieszy mnie zakup rzeczy produkcji polskiej, ale są sytuacje kiedy cena odgrywa decydującą rolę. Rozumiem to, że nie każdego stać na wymyślne designerskie ubrania i często ubiera się w takich miejscach. Nie każdy też, kto od czasu do czasu zabierze się za jakiś sport, będzie inwestował dużo pieniędzy w topowy sprzęt. I tu z pomocą przychodzi taki Lidl, czy Decathlon.

W takich miejscach można trafić na naprawdę dobry sprzęt i ubrania. Trzeba je jednak czasem wyłowić z morza "badziewia". Wypakowanie ubrania z foli, przestudiowanie metek, obejrzenie z każdej strony może nas uratować przed wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Bo pieniądze to pieniądze, nie można powiedzieć, że nam nie szkoda, bo coś kosztowało 20 czy 30 zł, a nie 130. I tutaj muszę nieskromnie powiedzieć, że dokonałam właściwych wyborów. O ile bieliznę termiczną czy skarpetki można uznać za dość bezpieczne, to ja zaryzykowałam i kupiłam kurtkę. I spisała się naprawdę świetnie! Jest wygodna, dobrze chroni przed wiatrem, ma bardzo wygodny kaptur, świetne patenty zamiast ściągaczy w pasie i na rękawach, i do tego jest bardzo ładna i świetnie leży. Jedynym minusem dla narciarza może być to, że nie ma jak większość kurtek podpinki z polaru, ale nadrabia cienką podszewką. Również przydałyby się nieco większe kieszenie, ale to już tak naprawdę drobiazg.


Bieliznę mogłam porównać z kompletem Gatty, sprawdzonym wcześniej w trudnych warunkach. Gdyby nie było metek nie wskazałabym raczej różnicy. W Lidlu zaopatrzyłam się w różne rodzaje topów. Jedne były specjalistyczne, narciarskie, inne do biegania, natomiast na szczególną uwagę zasługuje tutaj nieco droższy komplet bielizny z wełną merynosów. Wybrałam się w nim na zimny lodowiec i w śnieżycę i trzymał ciepło fantastycznie. Odzież z taką wełną bywa jednak nieco drapiąca, ale jeśli się zadba o odpowiednie nawilżenie skóry nie powinno się dać tego odczuć.

No i cóż mogę rzecz w podsumowaniu. Czy warto inwestować w profesjonalny sprzęt? Tak. Czy warto kupować tanią odzież specjalistyczną? Też tak. Nikt nie potrzebował by stylistów, doradców, wskazówek, nie czytałby recenzji, nie pytałby na forach itp., gdyby wszystko w świecie było czarno-białe. I tak samo jest w tym przypadku. Wszystko ma swoje miejsce i swoich odbiorców, w odpowiednim miejscu i czasie. A teraz jazda na ferie! :)

czwartek, 20 listopada 2014

Anja Rubik x Mohito

Zapowiadana długo kolekcja, wokół której powstał ogromny szum, więc poszłam i zobaczyłam o co się rozchodzi. Muszę przyznać, że marketingowo wydarzenie było bardzo dobrze rozegrane. Sama w pewnym momencie złapałam się na myśli: "kurczę, nie mogę się doczekać, aż to zobaczę!". No i się doczekałam. Pierwsze obrazki w Internecie były bardzo zachęcające, a oprócz tego miałam okazję zobaczyć Olivię Kijo z bloga variacje. w total look'u Anji Rubik dla Mohito. Wyglądała świetnie! Ubrania ubraniami - Ona ma po prostu swój niepowtarzalny styl, w który te projekty się wspaniale wpisały. To było jeszcze w październiku, więc kolejny mój "rzut oka" na kolekcję nastąpił, kiedy Internet zaczął huczeć relacjami z pokazu. Poczytałam, pooglądałam, ale z wyrobieniem sobie zdania powstrzymałam się do czasu, aż nie wejdę do sklepu i nie zobaczę, jakie te rzeczy są na prawdę.

Źródło

Prawdę powiedziawszy spodziewałam się większego "WOW". Pierwsze wrażenie w sklepie niestety nie było najlepsze, ponieważ zaraz na froncie, na pierwszej ścianie, wisiała cienka, podarta koszula. Sprowadziła mnie na ziemię przypominając, że jednak znajduję się w sieciówce. Poza tym niemiłym akcentem projekty same w sobie są bardzo poprawne. Może nie jest to wyszukany komplement, ale one takie po prostu są. Jak z resztą sama Anja powiedziała: chciałam pokazać zestaw ikonowych, wyprzedzających trendy basic’ów. Czy są ikonowe? Czy wyprzedzają trendy? Być może, natomiast basic'ami są na 1000%. I to dobrze! Dobry basic to podstawa każdej garderoby, nawet tej najbardziej zwariowanej. Basic'owe ubrania powinny być inwestycją, nie tylko kapryśnym zakupem, tak więc założenie kolekcji jest jak najbardziej godne pochwały. Niemniej jednak inwestując w podstawowe elementy ubioru oczekiwałabym jednej, bardzo ważnej rzeczy - JAKOŚCI. No i tu niestety powracamy do podartej koszuli. Nie chcę generalizować, bo wszędzie może się zdarzyć jakaś gorsza sztuka, ale bądźmy szczerzy - jakość tkanin i wykonania w całym LPP pozostawia wiele do życzenia. I znów, nie popadajmy w skrajności, bo sama u siebie mogę znaleźć rzeczy ich produkcji, z których jestem zadowolona, ale łatwo jest niestety zmarnować pieniądze na kiepskiej bawełnie, która po jednym praniu się kurczy o 2 rozmiary, albo niemiłosiernie pypciejącym akrylu. W tym aspekcie podobał mi się sztywny materiał militarnej koszuli (rzeczona podarta to inny model), wykonanie spodni z frędzlami i żakietów a także płaszczyka.

Koszula Anja Rubik x Mohito. Źródło

Właśnie, spodnie z frędzlami. O jakże one mi się podobały na zdjęciach! Widziałam je na sobie w wyobraźni, pomimo, że nie pałam miłością do frędzli. Anja Rubik ma 179cm wzrostu, ja 177. Ona nosi rozmiar 34, ja 36. I na zdjęciu kucającej Anji nogawka pięknie układa się tuż na kostką. Natomiast stojąca Agata ma spodnie do pół łydki. Co za ból...

Spodnie, sweter, kapelusz i buty Anja Rubik x Mohito. Źródło

Wracając jednak do kolekcji - oczywiście część asortymentu powędrowała ze mną do przymierzalni, i w tym miejscu wyłonił się mój faworyt: błyszcząca sukienka. Szczerze i poważnie, warta przemyślenia na imprezę sylwestrową. Prosty fason z bardzo ładnym dekoltem i, co ważne, regulowanymi ramiączkami. Połysk jest już trochę ryzykowny, nawet lekko balansujący na granicy obciachu, ale do odważnych świat należy - ja tam bym się go nie bała ;) Układała się świetnie i długość miała w pełni zadowalającą moje długie nogi.

Sukienka i żakiet Anja Rubik x Mohito. Źródło

Anja opisując swoje dzieło zwraca uwagę na akcesoria, więc spodziewałam się istnego ich wysypu, ale niestety, dużego pola do manewru nie ma. Tutaj najbardziej spodobała mi się srebrna kopertówka. To świetne uzupełnienie zarówno wieczorowej jak i dziennej garderoby, dodające fun'u smętnym stylizacjom.

Kopertówka Anja Rubik x Mohito. Źródło

Na koniec chcę zaznaczyć największy w mojej opinii plus całego przedsięwzięcia. Z radością wywracałam ubrania na drugą stronę i czytałam na metkach magiczny napis: MADE IN POLAND. Oby to nie był jednorazowy wybryk, czego sobie, Wam, LPP, i wielu innym producentom życzę.

Jak tu to teraz podsumować? I mi się podoba, i się nie podoba. Projekty są naprawdę fajne, dość uniwersalne, ale nie nudne, dodatkowo poszczególne elementy dobrze uzupełniają się nawzajem i dają dużo możliwości komponowania zestawów. Jakościowo jest nieźle, choć mogłoby być lepiej. Ceny nie przyprawiają o zawrót głowy, szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę moc nazwiska moglibyśmy się spodziewać, że będą większe. Czuję jednak jakiś niedosyt. Może to za sprawą całej otoczki medialnej, która pozwoliła nam wierzyć, że spłynie na nas z nieba nie wiadomo jak cudowny twór rąk wielkiej ikony we własnej osobie. Anja ma swój styl i myślę, że w przyjemny sposób się z nami nim podzieliła. Jeśli myślicie o posiadaniu takiej namiastki u siebie to radzę się pospieszyć - i sklep przebrany i w Internecie już są duże braki. Styl kolekcji jest dość nowoczesny ale nawiązujący do klasyki. Jeśli czujecie klimat można znaleźć dobre basic'owe inwestycje.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Fashion Week

Poszczęściło mi się w fejsbukowym konkursie i oto się stało - jak modowy Kopciuszek na jeden dzień mogłam zasmakować świata, który ciągnie mnie do siebie jak olbrzymi magnes. I nie mam wątpliwości, pasuję tam!


Żaden ze mnie ekspert (jeszcze!), ale starałam się wyciągnąć z tego dnia dla siebie maksimum wrażeń i doświadczeń. Trochę już ochłonęłam od tamtego czasu więc mogę ocenić, co zrobiło na mnie największe wrażenie. Od czego zacząć? Jako człowieka nieprzyzwyczajonego olśniewało mnie na każdym kroku otoczenie. Cała masa inspirujących postaci, wykręconych fryzur i awangardowych kreacji. Ciężko stwierdzić kto przyszedł przebrany, a kto ubrany, ale jedno jest pewne - kolorytu i wrażeń wizualnych nie brakowało. Ja się wtopiłam w tłum czarnych botków i okryłam się ciepłym swetrem, klasycznie i bezpiecznie. Trudno było nie dostrzec także znakomitych osobistości, które na co dzień podziwiam w Internecie i innych mediach. Niektórzy nawet wyglądają tak samo dobrze jak na zdjęciach...

Miałam okazję obejrzeć 6 pokazów (Natashę Pavluchenko niestety przegadałam, ale warto było oddać się tamtej konwersacji). Podobało mi się, że były to bardzo zróżnicowane projekty i nie sposób było się znudzić. Całkiem szczerze, niektóre rzeczy mogłabym zedrzeć z modelek i od razu w nie wskoczyć... Zdjęcia zostały zrobione przeze mnie w trybie mocno amatorskim, ale należy docenić, że są moje własne i oryginalne ;) Bardzo podobały mi się dwie kreacje od Bajer Oli i charakterystyczny look: daszek, zwisające kosmyki włosów i lennonki. Świetne były szalone tkaniny i desenie będące efektem współpracy Odio i Jakuba Pieczarkowskiego, szczególnie spodobały mi się dwa projekty. Ale zakochałam się absolutnie w Malgrau. Piękno prostoty, fantastyczne faktury, bardzo spójna kolekcja ale w żadnym wypadku nudna. NOSIŁABYM! No i oczywiście klasa sama w sobie, czyli Basic Łukasza Jemioła. Moim zdaniem również świetna kolekcja, która akurat świętowała swoje urodziny, tak więc życzę wszystkiego najlepszego i zaszczytnego miejsca w mojej szafie. Lubię nietuzinkowe rzeczy, oryginalne, wzorzyste, kolorowe, czasem nawet i przesadny przepych mnie pociąga, ale tego dnia urzekło mnie wszystko co nie jest skomplikowane, a przez to tak nietypowe i w naszych "kochanych" sieciówkach niezwykle rzadko spotykane. Takie rzeczy zwykłe/niezwykłe, w bielach i szarościach. Chyba dotarłam do momentu nasycenia ozdobnikami i poszukuję czegoś przeciwnego, dla równowagi.



Nanko, czyli młoda krew proponująca minimalistyczne, proste i monochromatyczne ubrania. Rzeczy niebanalne, intrygujące, w świetnych barwach. Kolekcję FOGO s/s 2015 wspaniale dopełniały akcesoria i buty.







Bola zaproponowała śmiałe i unikatowe projekty o mocnych, zdecydowanych formach i kolorach w kolekcji s/s 2015 o wdzięcznej nazwie Fylgir. No i look z daszkiem dla mnie jest rewelacyjny, trudno go zapomnieć. Błyszcząca kopertówka i ta zwiewna czerwień zrobiły na mnie największe wrażenie.


Duet Odio i Jakub Pieczarkowski pokazał doskonały efekt współpracy. Z początku byłam zdziwiona widząc na wybiegu coś, co uznałam za piżamy i kapcie. W miarę rozwoju pokazu dostrzegłam jednak kunszt i historię opowiedzianą na wybiegu przejściem kilku kolejnych sekwencji. Ta kolekcja uświadomiła mi, że aby coś ocenić potrzeba nieraz troszkę dojrzeć. Przez kilka kolejnych dni przeglądając kolejne zdjęcia i relacje zupełnie zmieniłam zdanie. Najbardziej urzekły mnie widoczne na zdjęciach kurtka z frędzlami i przepiękne bizantyjskie złoto. Majstersztyk!



Ranita Sobańska, projektantka której sportowe ubrania nie są obce, zaprezentowała swoją najnowszą kolekcję dla 4F. Bardzo ciekawe formy w przyjemnych kolorach z ledowymi elementami. Dla mnie moda sportowa to bliski temat zarówno od strony praktycznej jak i wizualnej, więc taki pokaz był przyjemną odmianą pomiędzy pozostałymi.







Moja nowa miłość <3 Myślę, że nie będzie przesadą jeśli powiem, że prawie każdą rzecz z tej kolekcji chętnie bym założyła. Wspaniałe połączenie tkanin, faktur i subtelnych wzorów sprawiło, że mimo dość ograniczonej kolorystyki całość była bardzo trójwymiarowa a stylizacje modelek miały niepowtarzalny charakter. Ja jestem urzeczona!




Zwieńczeniem dnia była cudowna wiosenno-letnia kolekcja Mistrza Jemioła na drugie urodziny marki Łukasz Jemioł Basic. Oversize'owe fasony, szarości urozmaicone kobaltem - taki luźny, miejski szyk. Jego ubrania na tą chwile pozostają dla mnie w sferze marzeń, ale to kwestia czasu, zanim zacznę je nosić. Oprawa widowiska była świetna, poczynając od poczęstunku urodzinowymi babeczkami, poprzez muzykę, kończąc na animacji głoszącej hasła: Love is basic, Air is basic, Sex is basic, Fashion is basic, które również można było zobaczyć na t-shirtach. Miodzio!


Podsumowując całe doświadczenie dochodzę do jednej, jakże cennej konkluzji: muszę być na następnym! Za bardzo mi się spodobało, żeby tego nie powtórzyć. Trzymajcie kciuki, a w kwietniu z radością zrelacjonuję każdy pokaz będąc Waszymi oczami i uszami na 12. Fashionphilosophy Fashion Week Poland.